Siła modlitwy i owoce dobrych czynów
 
Mam osiemnaście lat, jestem tegoroczną maturzystką. Wydawałoby się, że moje spojrzenie na czystość jest takie, jak większości młodych ludzi wychowanych w wierze katolickiej. Zostało ono jednak w pełni ukształtowane przez Rodziców, a później także przez mojego chłopaka.

    Jestem dzieckiem, które urodziło się późno. Tata był już wtedy po pięćdziesiątce, a Mama zbliżała się do czterdziestki. Oboje pochodzą z krańcowo różnych rodzin. Tata miał już za sobą jedno nieudane małżeństwo, a Mama wychowywała się w głęboko wierzącej rodzinie katolickiej. Nie wyobrażała sobie, że można wyjść za mąż bez księdza i przysięgi złożonej w kościele. Stało się jednak inaczej. Nie tylko wzięła ślub cywilny, lecz także zrobiła to w tajemnicy przed swoimi rodzicami, którym nie mieścił się w głowie ślub z rozwodnikiem. Po dwóch latach urodziłam się ja. I nie mogę powiedzieć, że jest mi przykro, że mam starszych rodziców - gdy byłam małym dzieckiem, owszem, trochę bolało, że mówiono do mnie o Tacie "twój dziadek", ale teraz, gdy już trochę dorosłam, zrozumiałam, że dostałam od życia naprawdę wiele...

    Zaraz po moim przyjściu na świat Tata wyprowadził się z maminej sypialni. Jego miejsce w łóżku przy Mamie zajęłam ja - i tak jest do dzisiaj. My śpimy razem na dole, a Tata ma swój pokój na górze. Dzięki temu, że Rodzice zdecydowali się żyć w czystości, wszyscy możemy przystępować do Komunii św. Pierwszy raz moi Rodzice poszli do spowiedzi i Komunii św. przed moją Pierwszą Komunią Świętą. Nie rozumiałam wtedy, dlaczego nie idziemy razem najpierw do pierwszej spowiedzi... Potem Rodzice nie przystąpili do sakramentu na mojej uroczystości. Pamiętam jednak jeden obraz z tego dnia: pod koniec Mszy św. mówiłam wierszyk i zobaczyłam ich stojących na końcu kościoła - promienieli z radości, mimo że tego nie okazywali.

    Po kilku latach Rodzice poprosili naszego księdza proboszcza o możliwość regularnego przystępowania do sakramentu pokuty i Eucharystii. Otrzymali zgodę i od tego czasu Tata co tydzień jeździ na 6.30 rano na Mszę św. i w pełni w niej uczestniczy. Mama robi to tyle razy, ile jest w stanie. Nie robią tego w parafii - myślę, że nie chcą plotek...

    Przed każdą spowiedzią nie tylko ja przepraszam moich Rodziców, także oni przepraszają mnie, a jeśli się nie widzimy, to zawsze tę sprawę załatwiamy przez telefon. Myli się ten, kto myśli, że moi Rodzice nie kochają się i mieszkają ze sobą z przyzwyczajenia. Tak wielkiej miłości nie widziałam nigdy w życiu! Bo miłość to nie tylko kontakt cielesny... Widzę prawdziwą miłość w tym, że Mama potrafi obudzić się z Tatą o 5.30, bo Tata o tej porze wstaje do pracy. Piją sobie wtedy kawę i rozmawiają. Tato często przynosi Mamie kwiaty bez okazji albo w podziękowaniu za to poranne poświęcenie. Od razu wyczuwa, że Mamy nie ma w domu i nie spocznie, póki się nie dowie, gdzie poszła, a najlepiej jeszcze, żeby wiedział, kiedy wróci. W towarzystwie moi Rodzice zawsze mówią o sobie z szacunkiem, nawet jeśli żartują w gronie przyjaciół. Tata nie położy się spać bez ucałowania Mamy w czoło, a Mama nie rozpocznie picia porannej kawy bez Taty. I to jest prawdziwa miłość, a ja jestem prawdziwą szczęściarą, bo właśnie ja ją dostałam.

    Dzięki przykładowi moich Rodziców mogę teraz wprowadzać w życie nie teorię, ale praktykę w relacjach z moim chłopakiem. To właśnie dzięki przykładowi moich Rodziców od początku naszej głębszej znajomości naszą patronką została św. Klara - patronka czystości, po której (przypadkiem?) mam trzecie imię (poznaliśmy się długo po tym, jak wybierałam imię na bierzmowanie). Mój chłopak jest moim przyjacielem i wiem, że nigdy nie przekroczymy granicy, której przed ślubem przekroczyć nie wolno.

    Paulina, Za: "Czas Serca" nr 4 (83) lipiec-sierpień 2006

   
Podczas indywidualnego odprawiania Drogi Krzyżowej na dróżkach w Kalwarii Zebrzydowskiej poślizgnąłem się na lodzie i upadając uszkodziłem sobie kolano. Z mocno obrzękłym i sprawiającym ból kolanem zdołałem pokonać kilka kilometrów na dworzec PKS i do domu. Dopiero następnego dnia, kiedy ból w kolanie przy stąpnięciu był już nieznośny, zgłosiłem się do przychodni lekarskiej. Tam stwierdzono, że jest pęknięcie kości i konieczne trzeba założyć gips na kilka tygodni. Nie cierpiałem fizycznie, ale mam słabą psychikę i świadomość, że przez kilka tygodni będę poważnie ograniczony ruchowo, doprowadziła mnie do stanu bliskiego szaleństwa. Rozpocząłem więc "szturm modlitewny" i zostałem wysłuchany. Chociaż nie doświadczyłem uzdrowienia fizycznego w jednej chwili czy z dnia na dzień, lecz dochodziłem do pełni sił powoli przez kilka miesięcy, to jednak za cudowny uważam pokój i radość duchową, jaką mnie Jezus, Maryja i Józef obdarzyli, co pozwoliło mi z cierpliwością znosić trudy rehabilitacji.

    Zbyszek Jewzak, Pisarzowice, Za: "Rycerz Niepokalanej" marzec 2007

   
Pewnego letniego dnia zobaczyłam mojego sąsiada w grubej wełnianej czapce. A gdy zrobiłam zdumioną minę, usłyszałam "chemioterapia". Mówił, że chciałby jeszcze dwa, trzy lata przeżyć bez bólu. Nie wiedział, co robić. Kiedyś poprosił: " Danusia, ty masz jakiegoś świętego, który może pomóc, poproś o zdrowie dla mnie". Prosiłam Ojca Pio choćby o trochę poprawy dla sąsiada. Nie była to specjalna modlitwa, patrzyłam w stronę Błogosławionego i bardzo długo "rozmawiałam" z Nim powtarzając: "Jezu Chryste, Ty powiedziałeś pukajcie, szukajcie, proście... Dałam sąsiadowi wizerunek Ojca Pio, ustawił go na półce i dwa razy dziennie "rozmawiał" z Ojcem Pio po swojemu. Mój sąsiad Sven jest Szwedem, protestantem. Ojciec Pio pomógł mu, a lekarze orzekli, że jest zdrowy. Sven prosił, abym podziękowała Ojcu Pio w krakowskim kościele kapucynów, a po moim powrocie do Szwecji chce pójść na Mszę św. do kościoła katolickiego. Ojcze Pio, dziękuję za Svena i za to, że kiedyś obudził mnie taki oszałamiający zapach. Zrozumiałam!

    Danuta ze Szwecji, Za: "Głos Ojca Pio" nr 13 styczeń luty 2002

  
  polecamy   Tygodnik Rodzin Katolickich ŹRÓDŁO Miesiecznik Rodzin Katolickich Nasza Arka Tygodnik Młodzieży Katolickiej DROGA DOMINIK - Tygodnik dla dzieci Tygodnik dla najmłodszych JAŚ Służba Życiu
© 2004 Kraków Wydawnictwo AZ sp. z o.o.
Grafika: Piotr Warisch; Webmasters: Jan i Wojciech Dulińscy
 
  nr 6
czerwiec
2007
 
 
   
   
Numer bieżący
 
Redakcja serdecznie dziękuje za pomoc w przygotowaniu numeru: ks. prałatowi Piotrowi Prieto, Andrzejowi Bolewskiemu oraz Józefowi Ginterowi z Opus Dei, Hubertowi Wołącewiczowi i innym dobrym ludziom z "Dobrego Magazynu" a także dr. hab. Andrzejowi Urbanikowi ze Szpitala Uniwersyteckiego w Krakowie.
 
 w numerze 
 
-Uświęcanie codzienności
-Ojciec wielkiego Dzieła
-"Poznałem świętego"
-Wyglądała jak trup
-Uleczone dłonie
-Stało się!
-"Cudowny" obrazek
-Wiara to nie kapelusz
-To musiał być cud
-Siła modlitwy i owoce dobrych czynów
-Modlitwa