"Poznałem świętego"
 
W 1968 roku - kiedy przez Europę Zachodnią przetaczała się fala studenckich rozruchów - Piotr Prieto był studentem architektury na politechnice w Barcelonie. Pochodził z wielodzietnej, katolickiej rodziny, ale nie miał głębszej religijnej podbudowy i dlatego dał się porwać fali szalejącego wokół liberalizmu. - Pociągało mnie środowisko liberalne, a Opus Dei i ks. Josemaria Escriva byli dla mnie wyjątkowo niesympatyczni. Tak jak większość studentów uważałem, że Opus Dei to instytucja nienowoczesna, taka katolicka mafia - stwierdza dzisiaj. Młody student nie przewidywał wówczas, że wkrótce jego zapatrywania tak diametralnie się zmienią.
    Kiedy był na pierwszym roku, kolega z uczelni zaprosił go na spotkania Opus Dei. - Poszedłem tam z ciekawości, nie miałem bowiem nic lepszego do zrobienia - opowiada ks. prałat Piotr Prieto. - Na kolejne spotkania jeździłem motocyklem, bo ośrodek znajdował się dość daleko od mojego domu. Rozważania podczas spotkań formacyjnych prowadził doktor filozofii. Nie rozumiałem nic z tego, co mówił, ale pojąłem, że choć uważam się za człowieka nowoczesnego, tak naprawdę bardzo mało wiem. I to był pierwszy impuls, który skłonił mnie, żeby pogłębiać wiarę.

   Zacząłem pracować nad sobą i dostrzegłem pierwsze efekty tej pracy. Stawałem się coraz bardziej odpowiedzialny, odkryłem, że mogę pomagać innym. Poczułem wtedy wielką radość. Właśnie ta radość tak bardzo mnie w Opus Dei intrygowała. Sądziłem, że członkowie Dzieła to hipokryci, bo zawsze są uśmiechnięci, a jak człowiek może się uśmiechać kiedy - tak jak ja - ma problemy albo kłóci się z braćmi.

 
Ks. prałat Piotr Prieto - wikariusz regionalny Opus Dei w Polsce

    Fot. arch. Opus Dei

Odkryłem ducha Opus Dei
    - Zrozumiałem wtedy, że kluczem do tej radości jest praca nad sobą i uświadomienie sobie, że mimo trudności i cierpień jakie przeżywamy - tak jak nauczał św. Josemaria Escriva - Bóg jest naszym Ojcem, a my jesteśmy Jego dziećmi. Pan Bóg dał mi wtedy znak, że ta droga jest dla mnie. Na początku nie czułem się z tym najlepiej, ale później odkryłem ducha Opus Dei. Zafascynowałem się nim. Wraz z wielu innymi nauczyłem się, jak pracować nad sobą, jak być punktualnym, służyć innym, nie myśleć o sobie, rozwijać talenty dane nam przez Pana Boga. Nieegoistyczna służba dla innych, pomoc świadczona w skrytości ducha i bez hałasu, życie nie dla samego siebie są w istocie bardzo pasjonujące. Pociągało mnie to - opowiada ks. prałat Piotr Prieto.
Zgodnie z Bożym planem
    Marzył wówczas o tym, żeby się ożenić, mieć willę nad morzem i duży samochód. - Ale Pan Bóg miał dla mnie inny plan - życie w celibacie - stwierdza. - Poprosiłem o przyjęcie do Opus Dei. Chciałem być architektem, a czas wolny od zawodowych obowiązków poświęcać innym. Wkrótce dostałem jednak propozycję, by skończyć studia teologiczne. Studiowałem w Rzymie, a po zakończeniu studiów odbyłem służbę wojskową. Kolejnym etapem była obrona doktoratu z prawa kanonicznego na Uniwersytecie Navarry w Hiszpanii.

    Na księdza wyświęcił go sam Ojciec Święty Jan Paweł II podczas pielgrzymki do Hiszpanii w 1982 roku. - Przez 10 lat pracowałem w różnych miastach i w 1999 roku przyjechałem do Polski - opowiada ks. Prieto.

"Cześć, mały! Jak się masz?"
    W listopadzie 1972 r., na 10 lat przed swoimi święceniami kapłańskimi, ks. prałat Piotr Prieto poznał św. Josemarię Escrivę de Balaguera. Święty katechizował wówczas w domu rekolekcyjnym w pobliżu Barcelony. Piotr Prieto spotkał go w ogrodzie. Student pierwszego roku architektury z gitarą w ręku zabierał się właśnie do odśpiewania pierwszej piosenki. W tym momencie podszedł doń założyciel Dzieła. - "Cześć, mały! Jak się masz?" - zapytał. - "Śpiewamy później a teraz spacerujemy" - dodał.

    - Kiedy poznałem go lepiej, poczułem się tak jakbym znał go od dawna. Zrozumiałem, że jest mi bardzo bliski. Był ciepły w kontakcie, bezpośredni, nie miał dystansu. Był księdzem, ale także ojcem, który traktował nas poważnie i z miłością. Zwracał nam uwagę, kiedy robiliśmy coś nie tak. Czuliśmy, że nas kochał. Nie taką uczuciową miłością, która pozwala na wszystko, ale miłością troskliwą i wymagającą.

Rodzinne momenty
    Dwa lata później - w 1974 r. - młody student spędził z ks. Escrivą cały miesiąc. Założyciel Opus Dei mieszkał w tym samym domu rekolekcyjnym. - Spędzaliśmy z nim dużo czasu na spacerach i rozmowach - opowiada. - To były takie rodzinne momenty - śpiewaliśmy, opowiadaliśmy dowcipy, modliliśmy się w kaplicy. Miałem ogromne szczęście, że go poznałem. A on poznał nas. Wielu ludzi miało okazję być z nim na spotkaniu, ale my - mała grupa - mogliśmy spotykać się z nim na co dzień. I to było fantastyczne. Wiele rzeczy słyszałem od niego bezpośrednio. Pewne treści na trwałe utkwiły mi w pamięci. Święty uczył nas, jak mamy się modlić, rozmawiać z Bogiem. Dowodził, że sekretem naszego życia jest miłość do Chrystusa.
Krawat i piosenki o miłości
    Ale ks. Josemaria Escriva nie za każdym razem mówił o sprawach nadprzyrodzonych. - Ktoś miał krawat w jaskrawych kolorach i on mówił, że mu się podoba, że młodzież ubiera się w ten sposób - opowiada ks. prałat Prieto. - Bardzo dobrze śpiewał. Ja też to lubiłem i nadal lubię. Śpiewaliśmy zatem dużo normalnych piosenek, ludowych a także tych z festiwalu Eurowizji. Bardzo lubił słuchać piosenek o miłości, tej zwyczajnej - ludzkiej. Wykonywał wtedy taki bardzo charakterystyczny gest: zamykał oczy i wkładał ręce do kieszeni w swetrze. "To już mam temat na modlitwę" - mówił często po wysłuchaniu utworu. To było tak ludzkie i tak boskie, takie normalne.
 
Ks. Piotr Prieto jako student

    Fot. arch. dom. Ks. prałata P. Prieto

Po pierwsze: praca
    - Św. Josemaria nauczał, że jako chrześcijanie jesteśmy dla innych, że powinniśmy być przyjaciółmi wszystkich, docierać do każdego, nie dzielić, ale łączyć. Potrafił motywować, zbliżać, zaciekawiać, pokazywać, jak łączyć wiarę z codziennym życiem. Bardzo mi się to podobało. Dziś sam powtarzam zdania, które mówił.

    Poprzez rozmowy z ks. prałatem Escrivą ks. Prieto lepiej zrozumiał katolicką wiarę i ducha Opus Dei. - Bo duch Opus Dei tak naprawdę zawiera się w Ewangelii. Podkreślanie uświęcania się poprzez pracę nie jest niczym nowym - dowodzi ks. prałat Prieto. - Przecież Chrystus 30 lat swojego spędził pracując w Nazarecie. Trzy ostatnie lata były swego rodzaju wyjątkiem. Normalną drogą dla nas chrześcijan jest zatem życie rodzinne i praca. Praca jest modlitwą, dialogiem z Bogiem, rodzi się z miłości i jest dla miłości. To jest zawarte w Ewangelii, ale tak naprawdę dużo ludzi zapomniało o tym, dlatego też wygląda to tak nowatorsko.

    - Dlaczego pracuję? Dla pieniędzy? Nie! Dla Boga! - dodaje ks. Prieto. - I w tej perspektywie każda praca wykonana z miłości do Pana Boga zawsze jest sukcesem. Każda praca jest służbą i każda jest ważna. Święty Josemariá pytał: "Jaka praca jest ważniejsza? Mojego syna, który zamiata ulice, czy mojego syna, który jest ministrem?" i odpowiadał: "Jeśli ten, który zamiata robi to z większą miłością, to jego praca jest ważniejsza niż tego, który jest ministrem".

"Bóg będzie wymagał ode mnie więcej"
    Spotkanie ze świętym było bardzo ważnym etapem w życiu ks. prałata Piotra Prieto, który pełni dziś posługę wikariusza regionalnego Opus Dei w Polsce. - Z pewnością Pan Bóg będzie wymagał ode mnie więcej z tego powodu, że poznałem świętego - stwierdza.

    Notował Henryk Bejda

  
  polecamy   Tygodnik Rodzin Katolickich ŹRÓDŁO Miesiecznik Rodzin Katolickich Nasza Arka Tygodnik Młodzieży Katolickiej DROGA DOMINIK - Tygodnik dla dzieci Tygodnik dla najmłodszych JAŚ Służba Życiu
© 2004 Kraków Wydawnictwo AZ sp. z o.o.
Grafika: Piotr Warisch; Webmasters: Jan i Wojciech Dulińscy
 
  nr 6
czerwiec
2007
 
 
   
   
Numer bieżący
 
Redakcja serdecznie dziękuje za pomoc w przygotowaniu numeru: ks. prałatowi Piotrowi Prieto, Andrzejowi Bolewskiemu oraz Józefowi Ginterowi z Opus Dei, Hubertowi Wołącewiczowi i innym dobrym ludziom z "Dobrego Magazynu" a także dr. hab. Andrzejowi Urbanikowi ze Szpitala Uniwersyteckiego w Krakowie.
 
 w numerze 
 
-Uświęcanie codzienności
-Ojciec wielkiego Dzieła
-"Poznałem świętego"
-Wyglądała jak trup
-Uleczone dłonie
-Stało się!
-"Cudowny" obrazek
-Wiara to nie kapelusz
-To musiał być cud
-Siła modlitwy i owoce dobrych czynów
-Modlitwa