Uleczone dłonie
 
Przez wiele lat hiszpański lekarz dr Manuel Nevado Rey cierpiał na zrakowacenie ciężkiego przewlekłego porentgenowskiego zapalenia skóry w trzecim stadium, w fazie nieodwracalnej. Stan jego zdrowia był bardzo poważny. Chory bał się, że wystąpią u niego przerzuty. Dzięki wstawiennictwu bł. Josemarii Escrivy choroba minęła, a dr Nevado Rey mógł powrócić do pracy.
    Manuel Nevado Rey pracował jako chirurg. W owych czasach lekarze przeprowadzający różne zabiegi używali aparatów rentgenowskich (m.in. tzw. kuli Siemensa), które nie posiadały zabezpieczeń. Chirurg wykonujący niemal codziennie wiele operacji, narażany był przez wiele godzin na szkodliwe, zagrażające zdrowiu promieniowanie.
 
Dr Manuel Nevado Rey

    Fot. arch. Opus Dei

Pierwsze sygnały
    Manuel Nevado Rey pracę w szpitalu rozpoczął w 1955 r. Już siedem lat później na jego rękach pojawiły się pierwsze oznaki choroby - zaczęły wypadać mu włoski na palcach i pojawiły się niewielkie obszary rumienia. Z biegiem lat choroba przybierała coraz ostrzejszą formę. Trzecią fazę osiągnęła w latach 80. W 1982 r. zmiany chorobowe na obydwu dłoniach były już bardzo duże i uciążliwe; powodowały ostry ból.

    "Nadszedł moment, kiedy nie był w stanie umyć sobie rąk mocnymi środkami dezynfekującymi i szorować ich szczoteczką, tak jak robią to chirurdzy przed operacjami. Poza tym chirurdzy zakładają sobie zazwyczaj gumowe rękawiczki z talkiem w środku. Dr Nevado w tym okresie, o którym mówię, nie tolerował również talku. Zakładał sobie wysterylizowane rękawiczki z lnu, a na nie rękawiczki gumowe" - wspomina siostra Carmen Esqueta, zakonnica, która przez wiele lat pracowała jako pielęgniarka u boku doktora Nevado.

Coraz trudniej
    "Kulminacyjny punkt choroby miał miejsce na kilka miesięcy przed listopadem 1992 r., kiedy to musiał zrezygnować z zabiegów chirurgicznych. Jednak już od ponad pół roku cierpiał z powodu owrzodzeń i ran skóry. Wrzody były umiejscowione na palcach; ten na palcu środkowym zajmował cały środkowy paliczek (...), był bardzo głęboki, o nietypowym charakterze. Jeszcze przed wrzodami, przy operacjach chirurgicznych trzeba było używać bandaży. Mój mąż był przekonany (...), że jego choroba jest nieodwracalna i że oznacza koniec jego specjalizacji chirurgicznej" - tak ów czas wspomina żona doktora Nevado.

    Znajomi lekarze proponowali choremu wykonanie przeszczepów skóry i ostrzegali go, że być może trzeba będzie dokonać amputacji. Byli przekonani o nieodwracalności zmian chorobowych. W literaturze medycznej nie opisano bowiem ani jednego przypadku wyzdrowienia z tej choroby.

    Dr Isioro Parra, dermatolog i przyjaciel dra Nevado mówił: "W roku 1992, kiedy oglądałem ręce dra Nevado w dniu święta św. Józefa (19 marca), choroba przejawiała się guzami brodawkowymi, które z klinicznego punktu widzenia były rakami naskórka (...). Nie tylko podejrzewałem możliwość pojawienia się raka naskórka, ale jestem pewny, że go miał".

Wyjazd do ministerstwa
    Na początku listopada 1992 r. dr Manuel Nevado Rey udał się w pewnej sprawie do Madrytu, do Ministerstwa Rolnictwa. Został tam przyjęty przez inżyniera rolnictwa Luisa Eugenia Bernarda. W czasie spotkania mężczyzna zauważył, że dr Nevado ma chore ręce.

    Zapytany opowiedział, że cierpi na przewlekłą i nieodwracalną chorobę spowodowaną nadmierną ekspozycją na promienie RTG. Mężczyzna wręczył wtedy choremu obrazek z wizerunkiem bł. Josemarii Escrivy. "Pragnąc jak najszczerzej pomóc mu choć trochę, dałem mu obrazek z modlitwą (...) do Założyciela Opus Dei (...) i zachęciłem go, żeby oddał się pod jego opiekę i prosił go o wyleczenie rąk" - opowiada Luis Eugenio Bernardo.

W Wiedniu
    Dr Nevado nie znał wówczas Josemarii Escrivy, ale zaczął się modlić za jego wstawiennictwem. Czynił to jednak bez większego przekonania. Sytuacja ta zmieniła się dwa tygodnie później, kiedy podczas pobytu w Wiedniu niemal w każdym kościele znajdował obrazki i foldery przedstawiające błogosławionego Escrivę.

    "Zdziwiliśmy się bardzo, zarówno mój mąż, jak i ja napotykając tyle obrazków bł. Josemarii we wszystkich kościołach, które odwiedziliśmy i rozmawialiśmy o powszechności nabożeństwa do niego. Wydaje mi się, że komentowaliśmy też to, jak mało my go doceniamy, chociaż mamy go tak blisko, w porównaniu z tym, jak rozpowszechnione jest nabożeństwo do niego" - zeznawała w procesie kanonizacyjnym żona hiszpańskiego chirurga.

    Pobyt w Wiedniu pobudził dra Nevado do intensywniejszej modlitwy. "Od dnia, w którym dano mi obrazek, od chwili, w której poleciłem się wstawiennictwu bł. Josemarii Esrivy, stan moich rąk poprawiał się i mniej więcej w ciągu dwóch tygodni zmiany chorobowe zniknęły i stały się takie jak teraz" - wyznał kiedyś dr Manuel Nevado Rey.

    W styczniu 1993 roku chirurg mógł powrócić do pracy zawodowej.

Całkowite i trwałe
    Tylko najbliższe osoby wiedziały o chorobie dra Nevado. Lekarz wstydził się bowiem swoich rąk i robił co mógł, by je ukryć. Kiedy jednak wyzdrowiał, fakt ten szybko został wychwycony przez jego rodzinę i współpracowników. Sam doktor postanowił swoim szczęściem podzielić się z Luisem Bernardo, który ofiarował mu obrazek z założycielem Opus Dei. "Powiedział mi, pełen radości, że zmiany chorobowe na jego rękach zupełnie zniknęły. Przypisywał swoje wyzdrowienie wstawiennictwu bł. Josemarii Escrivy de Balaguera. Powiedział, że jego zdaniem (...) wyzdrowienie nie ma żadnego medycznego wytłumaczenia" - opowiada mężczyzna, który o fakcie uzdrowienia dra Reya powiadomił wicepostulację Opus Dei w Hiszpanii. Rok później rozpoczął się proces kanonizacyjny założyciela Opus Dei. Po dogłębnych badaniach stwierdzono, że uzdrowienie hiszpańskiego lekarza jest całkowite i trwałe. Uznano je za cud.
Pracować więcej
    Sam doktor Nevado jest przekonany, że Bóg uzdrowił go za przyczyną św. Josemarii Escrivy po to, by dalej ofiarnie wykonywał swoją pracę. Tak o tym mówi: "Widzę niewątpliwą spójność między tym, co mi się przydarzyło a duchowym przesłaniem bł. Josemarii: wcześniej prawie go nie znałem, ale potem czytałem jego książki i jestem pod wrażeniem jego nauczania, skupionego na uświęcającej wartości pracy. Całe swoje życie poświęciłem pracy, oddając swoją wiedzę i wszystkie swoje siły służbie cierpiącym. Swoje wyzdrowienie interpretuję nie jako nagrodę, ale jako odpowiedzialność: wezwanie do tego, żeby pracować więcej". Oprac. Małgorzata Pabis (cytaty pochodzą z książki Flavio Capucci "Tak, dziś także dzieją się cuda", Księgarnia Świętego Wojciecha, Poznań 2002)
 
Uleczone dłonie dr. Nevado Rey

     Fot. arch. Opus Dei

  
  polecamy   Tygodnik Rodzin Katolickich ŹRÓDŁO Miesiecznik Rodzin Katolickich Nasza Arka Tygodnik Młodzieży Katolickiej DROGA DOMINIK - Tygodnik dla dzieci Tygodnik dla najmłodszych JAŚ Służba Życiu
© 2004 Kraków Wydawnictwo AZ sp. z o.o.
Grafika: Piotr Warisch; Webmasters: Jan i Wojciech Dulińscy
 
  nr 6
czerwiec
2007
 
 
   
   
Numer bieżący
 
Redakcja serdecznie dziękuje za pomoc w przygotowaniu numeru: ks. prałatowi Piotrowi Prieto, Andrzejowi Bolewskiemu oraz Józefowi Ginterowi z Opus Dei, Hubertowi Wołącewiczowi i innym dobrym ludziom z "Dobrego Magazynu" a także dr. hab. Andrzejowi Urbanikowi ze Szpitala Uniwersyteckiego w Krakowie.
 
 w numerze 
 
-Uświęcanie codzienności
-Ojciec wielkiego Dzieła
-"Poznałem świętego"
-Wyglądała jak trup
-Uleczone dłonie
-Stało się!
-"Cudowny" obrazek
-Wiara to nie kapelusz
-To musiał być cud
-Siła modlitwy i owoce dobrych czynów
-Modlitwa