To musiał być cud
 
Do domu przy ul. Filtrowej 27 w Warszawie nie zaglądała od ponad 50 lat. Tuż po zakończeniu wojny była tam tylko kilka razy, ale potem nie chciała już w to miejsce jeździć. Bo i po co? Nie chciała wracać do przeszłości. Z domem tym związanych było przecież tyle bolesnych wspomnień.
    Kiedy Irena Kalpas była mała, wakacje i ferie spędzane u wujostwa Julii i Alfonsa Kühnów w domu przy Filtrowej 27 sprawiały jej ogromną radość. Wuj - Alfons Kühn był postacią nietuzinkową - przez wiele lat był dyrektorem Tramwajów Miejskich, piastował tekę ministra komunikacji i ministra robót publicznych, posłował na Sejm, a w 1936 r. objął posadę dyrektora Elektrowni Warszawskiej. Ciocia była wytworną warszawską damą. Wujostwo nie mieli dzieci, toteż bardzo pokochali swoją siostrzenicę. Mała Ala - bo tak ją nazywali - szalała z ciocią po sklepach, z wujkiem chodziła do cyrku; zabierali ją do opery i do filharmonii.

    Dla dziecka dom przy Filtrowej - pełen książek, albumów i czasopism - był prawdziwym "oknem na wielki świat", skarbnicą wszelkiej wiedzy. Z Filtrowej wyruszała z ciocią i wujkiem w swoje pierwsze podróże - po Europie zachodniej, po Polesiu. Spędzała tu Boże Narodzenie i sylwestra oraz przeżyła swój pierwszy kinderbal, na którym poznała przyszłego męża - podchorążego Ryszarda Kalpasa.

    U wujostwa przy Filtrowej mieszkała także podczas studiów na Uniwersytecie Warszawskim. Z Ryszardem spotykała się wówczas na przydomowym skwerze. Trzy lata później była już jego żoną. Po ślubie odbyło się przyjęcie dla najbliższej rodziny. Gdzie? Oczywiście w domu przy Filtrowej. Młoda para zamieszkała w Nowym Dworze k. Modlina, ale często wyprawiała się do Warszawy, w odwiedziny.

    


    Trzy i pół roku później wybuchła II wojna światowa. Szczęśliwy czas prysnął jak bańka mydlana. Pani Irena kolejny raz przyjechała do domu przy Filtrowej 27. To były ostatnie chwile, które spędziła z ukochanym mężem. Ostatnie dwa dni. 30 sierpnia 1939 r. kpt. Ryszard Kalpas wyjechał z Dworca Gdańskiego z rozkazem stawienia się w Armii "Łódź". Żegnając go pani Irena nie wiedziała jeszcze, że już nigdy więcej go nie zobaczy. Zginął w Katyniu.

    W domu przy Filtrowej pani Irena wraz z wujostwem i rodzicami mieszkała do sierpnia 1944. Przeżyła tu ciężki czas bombardowań i ciemną noc niemieckiej okupacji naznaczoną aresztowaniem mieszkającej w pobliżu teściowej (zginęła w Oświęcimiu) i śmiercią wuja. 11 sierpnia 1944 r. Niemcy wkroczyli na Filtrową, wypędzając na ulicę mieszkańców wszystkich znajdujących się tam domów. Irena wraz z mama i ciocią trafiły wówczas do obozu w Ravensbrück. Ukochany ojciec został umieszczony w obozie koncentracyjnym Sachsenhausen-Oranienburg, skąd już nigdy nie powrócił. Ciocia w styczniu 1945 r. zginęła w komorze gazowej w Ravensbrück.

    Tylko Irena i jej mama doczekały wyzwolenia i wróciły do Warszawy.

    Dom na Filtrowej zmienił się w tym czasie w kompletnie rozszabrowaną ruinę. Ocalała tylko jedna jedyna rzecz - mały lichtarzyk. No i jeden z obrazów, który jeszcze przed powstaniem został ukryty u znajomych. Kamienicy nie udało się odzyskać - sprawy spadkowe okazały się tragicznie zagmatwane, a testament ciotki "wyleciał w powietrze" razem z budynkiem, w którym był przechowywany.

    Właśnie wtedy pani Irena i jej matka postanowiły, że nigdy już tam nie wrócą. Nie tylko dom, ale cała dzielnica stała się dla nich obszarem zakazanym. Do czasu.

    


    Był ranek 26 czerwca 2002 r. Kilka miesięcy wcześniej okulistka pani Ireny przeprowadziła się z Puławskiej na.... Filtrową. Pani Irena była tego dnia umówiona na wizytę. Była zmęczona, ale nie pojechała tramwajem. Szła ulicą zatopiona we wspomnieniach. Nogi same ją niosły aż do... Filtrowej 27. Kilka chwil później stanęła przy prowadzącej do domu furtce. Nie mogła się oprzeć. Nacisnęła klamkę i weszła.

    Do tej pory nie wie, dlaczego to zrobiła. Nie była tu od ponad 50 lat, nie wiedziała przecież, kto dziś tu mieszka, kto przebudował tę kamienicę. Poczuła jednak jakąś nieodpartą chęć. Weszła po schodkach i... nacisnęła przycisk dzwonka. Drzwi otworzył młody człowiek. "Czym mogę służyć?" - zapytał. "Bardzo pana przepraszam, ja kiedyś mieszkałam w tym domu. Chciałam tylko zobaczyć, czy tam z tyłu, w ogrodzie, są jeszcze róże, ale bałam się, że pies wyskoczy" - tłumaczyła się zmieszana. Młody człowiek pokazał jej wówczas ogród i zaprosił do wnętrza. Po wejściu poczuła się jednak nieswojo. Było inaczej niż kiedyś, a ona krążyła jak intruz po domu zamieszkałym przez jakiegoś młodego człowieka. W jednym z pokoi dostrzegła fotografię Jana Pawła II. Uspokoiło ją to. Zobaczyła, że w dawnym salonie jest biblioteka, a za nią drzwi do dawnej jadalni. Przekroczyła je i... "serce omal nie wyskoczyło jej z piersi". Wzruszyła się bardzo. W dawnej jadalni była teraz... kaplica.

    "Boże, dokładnie w tym samym miejscu, gdzie stał stół, teraz stoi ołtarz. Komu kiedykolwiek przyszłoby do głowy, że w tym domu będzie kaplica?! I znów, jeszcze silniej, powróciło pytanie: gdzie ja jestem? I to ciągłe wołanie: ťCiociu, ciociuŤ. Bo przecież ta kaplica była jakby dla cioci Julii, pani tego domu, która zginęła taką straszną śmiercią, a ten dom, ten pokój był całym jej światem" - rozmyślała.

    Pani Irena dowiedziała się wówczas, że w domu mieści się ośrodek Opus Dei. Była w szoku. Wszystko w niej krzyczało: "Jezu, Jezu! Czy ktoś kiedykolwiek mógłby przypuścić, że zamieszkasz w naszym domu?"

    


    Po powrocie do domu pani Irena długo analizowała, dlaczego znalazła się nagle w domu przy ul. Filtrowej 27 i nieodmiennie dochodziła do jedynego możliwego wniosku - to musiał być cud.

    Cudem było też to, że po wizycie w domu przy Filtrowej Irena Kalpas zaznajomiła się z Opus Dei i mimo skończonych 90 lat poprosiła o przyjęcie do Dzieła. Dziś jest pewna, że to św. Josemaria Escriva "tego czerwcowego przedpołudnia wypatrzył ją zagubioną w odległym świecie wspomnień i przyprowadził na powrót przed dom na F27". "Bo przecież 26 czerwca to rocznica jego śmierci, a w 2002 r. przypadała setna rocznica jego urodzin. I jeszcze przecież w tym samym roku, 6 października, został kanonizowany w Rzymie przez Jana Pawła II. Więc kto inny mógł to sprawić?" - dodaje pani Irena.

    Na podst. książki Ireny Kalpas i Marcina Ludwickiego, "F27. Czy tu jeszcze rosną róże?", wyd. Prodoks, oprac. Henryk Bejda

 Irena Kalpas

    Fot. Adrian Krawczyk

  
  polecamy   Tygodnik Rodzin Katolickich ŹRÓDŁO Miesiecznik Rodzin Katolickich Nasza Arka Tygodnik Młodzieży Katolickiej DROGA DOMINIK - Tygodnik dla dzieci Tygodnik dla najmłodszych JAŚ Służba Życiu
© 2004 Kraków Wydawnictwo AZ sp. z o.o.
Grafika: Piotr Warisch; Webmasters: Jan i Wojciech Dulińscy
 
  nr 6
czerwiec
2007
 
 
   
   
Numer bieżący
 
Redakcja serdecznie dziękuje za pomoc w przygotowaniu numeru: ks. prałatowi Piotrowi Prieto, Andrzejowi Bolewskiemu oraz Józefowi Ginterowi z Opus Dei, Hubertowi Wołącewiczowi i innym dobrym ludziom z "Dobrego Magazynu" a także dr. hab. Andrzejowi Urbanikowi ze Szpitala Uniwersyteckiego w Krakowie.
 
 w numerze 
 
-Uświęcanie codzienności
-Ojciec wielkiego Dzieła
-"Poznałem świętego"
-Wyglądała jak trup
-Uleczone dłonie
-Stało się!
-"Cudowny" obrazek
-Wiara to nie kapelusz
-To musiał być cud
-Siła modlitwy i owoce dobrych czynów
-Modlitwa