Maryja płakała 101 razy!
 
Niżankowice to miejscowość leżąca po wschodniej stronie granicy z Ukrainą. Przed wojną była to jednak ziemia polska, nasza... Właściwie do dziś nie jest pewne, skąd figurka Matki Bożej z Lourdes wzięła się w kościele w Niżankowicach i od kiedy tam jest. To właśnie tam Matka Boża płakała aż 101 razy!
 Łzy na twarzy Matki Bożej

fot. arch. par. w Niżankowicach
    Historia Kościoła katolickiego w Niżankowicach sięga XIV wieku. Wiadomo, że samo miasto ufundował król Władysław Jagiełło. Pierwszy kościół w tym miejscu został poświęcony w 1461 roku. Potem burzliwie toczyły się dzieje miasteczka, które w końcu po II wojnie światowej, podobnie jak tysiące innych kresowych miejscowości, pozostało w granicach sowieckiego imperium zła. O tym, jak okropny był to czas, dobitnie mówią jego zatrute owoce widoczne wszędzie dookoła...
Spichlerz i śmietnik
    8 sierpnia 1945 roku z Niżankowic wyjechał ostatni kapłan i - jak opowiada ks. Jacek Waligóra, obecny proboszcz z Niżankowic - wiara w tym miejscu przetrwała dzięki ks. Janowi Szeteli z Nowego Miasta, który stał się duchowym opiekunem dla rzymskokatolików żyjących na tamtych terenach.

    W 1948 roku kościół w Niżankowicach przeszedł na własność kołchozu. "Cały sprzęt kościelny przejęła nowa władza, a iluminacje świetlne z figury Pana Jezusa i Matki Bożej zabrano na oświetlenie portretów przywódców narodu - Włodzimierza Lenina i Józefa Stalina. Z kościoła uczyniono spichlerz na zboże" - opowiada ks. Waligóra, dodając, że to właśnie dzięki temu, że ołtarz przykryty był sianem, przetrwał choć został bardzo zniszczony.

    Proboszcz pokazuje nam także kawałek drewnianego fragmentu ołtarza, na którym ołówkiem zapisywano, ile w kościele-spichlerzu znajduje się cetnarów zboża.

    W 1957 roku kościół został przejęty przez szkołę. Planowano urządzić w nim salę gimnastyczną, ale planu nie zrealizowano. Jak opowiada 73-letnia Janina Zielińska, mieszkanka Niżankowic, w kościele urządzono skład makulatury i śmietnik. Często zdarzało się, że dzieci grały w budynku w piłkę nożną. "Świątynia z każdym dniem niszczała coraz bardziej, a my nie mogliśmy nic zrobić" - opowiada pani Zielińska.

Powrócił do właścicieli
    W 1989 roku zwrócono katolikom zniszczony kościół, a oni - jak kiedyś św. Franciszek odbudowywał cegła po cegle kościół św. Damiana - zaczęli także remontować swój dom Boży. W 1991 roku o.Rafał Kiernicki, biskup pomocniczy archidiecezji lwowskiej, a dziś Sługa Boży, poświęcił kościół w Niżankowicach.

    Z pomocą katolikom w Niżankowicach przychodzili i przychodzą Polacy. Wszak zaledwie dwa kilometry stąd znajduje się Polska. Polacy podarowali do kościoła w Niżankowicach obrazy, rzeźby, paramenty liturgiczne itd.

Matka Boża z Lourdes a może z Częstochowy
    Właśnie w ten sposób prawdopodobnie do kościoła trafiła niepozorna, gipsowa, niespełna półmetrowa rzeźba Matki Bożej z Lourdes. Figurka jakich wiele. Na jej odwrocie znajduje się napis: "Częstochowa", nazwisko "Kozłowski" i numer - pewnie serii. Stała przy bocznej ścianie świątyni na metalowym podwyższeniu.

    5 stycznia 2005 roku Matka Boża w Niżankowicach po raz pierwszy zapłakała. Jako pierwszy zauważył to siedemnastoletni kościelny - Włodzimierz Moroz.

    Maryja płakała od 5 stycznia do 13 lutego - czterdzieści dni. Łzy Maryi płynęły obficie przez trzy dni i trzy noce, kiedy umierała siostra Łucja, wizjonerka z Fatimy, a także kiedy odchodził do Domu Ojca Ojciec Święty Jan Paweł II, a także w rocznicę jego śmierci. Po czasie zauważono, że Matka Boża płakała osiemnaście miesięcy każdego 13. dnia miesiąca, w dzień objawień fatimskich. Ks. Jacek Waligóra, obecny kustosz sanktuarium, łączy tę liczbę także z objawieniami w Lourdes, gdzie Matka Boża ukazała się właśnie osiemnaście razy. Ostatni raz Matka Boża w Niżankowicach płakała 9 września 2007 roku. - Maryja płakała w Niżankowicach w ważnych momentach życia Kościoła - zauważył kiedyś ks. prałat Ireneusz Skubiś, redaktor naczelny tygodnika "Niedziela".

    Na początku - jak wspominają świadkowie tamtych dni - trudno było uwierzyć w autentyczność zjawiska. Kiedy jednak zrozumianio, że ono dzieje się naprawdę, ludzie chwycili za różańce i zaczęli się modlić. Wiadomość o cudzie rozchodziła się po okolicy i do Niżankowic zaczęło przybywać coraz więcej pielgrzymów, także z Polski.

Cudowne zjawiska
    Nie wszyscy jednak mogli zobaczyć płaczącą Matkę Bożą. W "Zeszycie świadectw" znajdujemy taki zapis Włodzimierza Moroza z dnia 5 stycznia 2006 roku:

    "Rocznica, jak zapłakała Matka Boża... O 10 odbyła się Msza św. w przewodnictwie księży z Polski. W tym czasie figura Matki Bożej nie płakała. W godz. 11.45 Matka Boża zaczęła płakać. Byli także pielgrzymi z Chyrowa, ale nie widzieli łez..".

    Nie wszyscy czuli także cudowny zapach róż, który dwukrotnie pojawił się w świątyni. Włodzimierz Moroz i Janina Zielińska są świadkami tego, że takie nadzwyczajne zjawisko miało miejsce dwukrotnie w ich świątyni.

    Warto podkreślić, w czasie trwania cudu łez przychodzili do kościoła na wspólną modlitwę katolicy, prawosławni i grekokatolicy. Któregoś dnia przyszedł także miejscowy ksiądz grekokatolicki wraz ze swoimi wiernymi, aby odprawić nabożeństwo przy Matce Bożej Płaczącej. Do Niżankowic ściągnęli także dziennikarze, którzy sfilmowali i sfotografowali łzy Matki Bożej.

    Ks. Edward Loranc, wicedziekan dekanatu samborskiego oddał łzy do ekspertyzy do Polski. Badania zostały wykonane w Instytucie Ekspertyz Sądowych im. prof. dr. Jana Sehna w Krakowie. Przeprowadzone analizy wykazały podobieństwo pomiędzy dostarczonymi z Niżankowic łzami a łzami pobranymi od człowieka. Znajdowały się tam atomy sodu, chloru, potasu, które znajdują się w naturalnych łzach ludzkich. Nie było w nich jedynie enzymu - amelazy. Komisja stwierdziła, że albo tego enzymu nigdy nie było, albo zanikł na skutek upływu czasu, jaki minął od pobrania próbki w Niżankowicach do dostarczenia jej do Krakowa. Przejechaliśmy ten odcinek i wiemy, że to co najmniej pięć godzin.

Dlaczego Matka Boża płacze?
    To pytanie najczęściej pada, kiedy opowiada się o tym, co wydarzyło się w Niżankowicach. Wiele razy na różne sposoby zadawali je i odpowiadali na nie świadkowie cudu. - Może Maryja płakała, bo chciała, byśmy odbudowali Jej świątynię - zastanawia się pani Zielińska. Włodzimierz Moroz mówi: - Tyle razy pytaliśmy: "Maryjo, dlaczego płaczesz?". Zastanawialiśmy się, czy nie jest to dla nas jakaś przestroga, czy może ten płacz coś zapowiada, czy wieszczy, że coś złego się wydarzy - wspomina młody kościelny.

    Cud łez przepięknie wyjaśnia ks. Jacek Waligóra: - Często ludzie próbują tu dociekać, co było przyczyną smutku i płaczu Matki Bożej. Wtedy przypominam takie zdanie, jakie Maryja wypowiedziała w Kanie Galilejskiej: "Zróbcie wszystko, co powie wam Syn mój". Niech więc każdy z nas - nie tylko my tu w Niżankowiach - zapyta siebie, czy zrobił wszystko, co każe mu Pan Jezus. Nie trzeba nam bić się w czyjeś piersi, ale w swoje. Bo każdy z nas w jakimś sensie jest przyczyną łez Maryi - wyjaśnia kapłan.

Kult Matki Bożej
    W kościele w Niżankowicach wierni śpiewają taką pieśń:

    "Zjeżdżają pielgrzymki do Matuchny tej, / o łaski płynące proszą Serce Jej. / Matki Opatrzności rozszerza się kult, / Niech nam błogosławi w Trójcy Świętej Bóg".

    Ks. Jacek Waligóra mówi: - Matka Boża nie płacze już kilka lat, a pielgrzymi wciąż przyjeżdżają, choć dojechać do nas wcale nie jest łatwo. Maryja w tym miejscu prowadzi ludzi do sakramentów świętych, do Chrystusa i to jest dla nas najcenniejsze. O wielu z nich mogłyby opowiedzieć nasze konfesjonały. Naprawdę wielu ludzi nawróciło się tutaj, po wielu latach przystąpiło do Sakramentu Pokuty. Niektórzy mieli odwagę dać nawet tego świadectwo. Są i łaski uzdrowienia. Pewna pani zwróciła się do nas z prośbą o modlitwę za swojego męża, który od dziesięciu dni był w śpiączce. Lekarze nie dawali większych szans, że pacjent przeżyje. Odprawiłem z drugim kapłanem Mszę św. o zdrowie dla chorego i potem dowiedzieliśmy się, że ten pan wybudził się ze śpiączki właśnie w czasie, gdy my kończyliśmy Eucharystię.

Sanktuarium
    Kult Matki Bożej w niżankowskim kościele obecny był od najdawniejszych czasów. Ostatnie lata jednak bardzo go wzmocniły. W kościele odbywają się nabożeństwa fatimskie, nabożeństwa pierwszych sobót miesiąca.

    Szczytowym momentem odrodzenie kultu Matki Bożej w tym miejscu było ustanowienie przez ks. kard. Mariana Jaworskiego Sanktuarium Najświętszej Maryi Panny, Matki Bożej Opatrzności. Uroczyste odczytanie dekretu odbyło się 2 czerwca 2007 roku.

    W dokumencie tym czytamy: "Mając na uwadze duchowe dobro wiernych przychylam się do prośby Księdza lic. Jacka Waligóry, administratora parafii w Niżankowicach z dnia 27 lutego br. niniejszym dekretem z dniem 1 maja 2007 roku ustanawiam kościół w Niżankowicach SANKTUARIUM Najświętszej Maryi Panny, Matki Bożej Opatrzności ze wszystkimi do tego miejsca przywiązanymi przywilejami i obowiązkami. Święto Sanktuarium ustanawiam na dzień 1 maja. Niech wstawiennictwo Matki Bożej wyprasza obfite błogosławieństwo dla pielgrzymów, którzy będą nawiedzać to święte miejsce".

    Mieczysław Pabis
 Sanktuarium w Niżankowicach

fot. M. Pabis
  
  polecamy   Tygodnik Rodzin Katolickich ŹRÓDŁO Miesiecznik Rodzin Katolickich Nasza Arka Tygodnik Młodzieży Katolickiej DROGA DOMINIK - Tygodnik dla dzieci Tygodnik dla najmłodszych JAŚ Służba Życiu
© 2004 Kraków Wydawnictwo AZ sp. z o.o.
Grafika: Piotr Warisch; Webmasters: Jan i Wojciech Dulińscy
 
  nr 1
styczeń
2013
 
 
   
   
Numer bieżący
 
Serdecznie dziękujemy ks. Jackowi Waligórze - kustoszowi Sanktuarium w Niżankowicach za wszechstronną pomoc w przygotowaniu tego numeru.
 
 w numerze 
 
-Maryja płakała 101 razy!
-Święte miejsce
-Jak „krzak gorejący”
-Świadkowie
-Uzdrowione wnuczki
-Przeżyła własną śmierć
-Z wiarą i miłością
-Pomocnik Matki Bożej
-Wożą Maryi intencje
-Ocaliła nas!
-Z potrzeby serca